Skip to content
Start arrow Postaci arrow Przygody pana Pukarzewskiego na dworze Zygmunta Starego
Przygody pana Pukarzewskiego na dworze Zygmunta Starego Utwórz PDF Drukuj Poleć znajomemu
Oceny: / 3
KiepskiŚwietny 
Redaktor: Andrzej J. Zakrzewski   
16.02.2010.

Pukarzewscy, h. Śreniawa. Właściciele Pukarzowa, gdzie posiadali niewielki gródek, którego ślady w postaci tzw. "kopca" istnieją do dzisiaj. Znamy dwóch przedstawicieli tej rodziny - Pawła i Andrzeja, którzy żyli w pierwszej połowie XVI w. Wg niepotwierdzonych informacji Andrzej Pukarzewski w geście ekspiacji za zamordowanego brata, fundowal kościół parafiąlny w Maluszynie. Wiadomo skądinąd, że Pukarzewscy byli posiadaczami obok Pukarzowa, także Maluszyna, Cielętnik i miasteczka Kamieńska w przedrozbiorowym powiecie radomszczańskim. W tymże Kamieńsku, w 1521 roku Andrzej Pukarzewski był opiekunem kościoła i parafii ( Akta dotyczące erekcji kościoła parafialnego w Kamieńsku, erekcyi mansjonarz i prepozytury1538 przez Jakuba Przerębskiego kasztelana sieradzkiego).

Andrzej Pukarzewski był pod koniec panowania Zygmunta Starego,dworzaninem królewskim, prawdopodobnie sekretarzem królewskim. Należał do osławionej grupy  "opilców i ożralców"(bibones et comendones). Łukasz Górnicki (1527 - 1603), również dworzanin królewski, autor "Dworzanina polskiego" (1566), uwiecznił tę postać. Zamieszczone niżej fragmenty pochodzą z wyżej wymienionego dzieła: "Takowych tedy żartów albo kunsztownych posług (acz niezawdy tak trefnych) u dworu siła bywa, ale to są najforemniejsze, które człowieka zprzodku nakarmią strachu, a potym wszytko się w śmiech a krotochwilę obróci, jako wzajem Skotnicki Lula z Pukarzewskim, zacni dworzanie króla strego, uczynili sobie, co oto tak było: Pukarzewski prosił na wieczrzą Skotnickiego i był mu tak rad, że go i od rozumu odpoił, takż już na nogach stać nie mógł, sługi jego jedne do gospody odprawił, drugie pozamykał a pana tak spiącego kazał sługom swym nieść do jednego sklepu już na to nagotowanego i tam kazał go wsadzić w łańcuch i w pęta i zamknąć kilkiem kłotek, straż u drzwi przystawiwszy. Skotnicki, iż był okrutnie pijan, jeszcze k temu na wiatr wyniesiony, kęs jeden onego nie czuł. Owa przespawszy kilka godzin jako umarły, ocknie się naddniem i woła: Cóż sie dzieje, ki mie diabeł tak wsadził? Przebóg, gdzieżem? A jest tu kto, ozwi sie, proszę! Gdy na pirwsze wołanie nic mu nie odpowiedziano, pocznie znowu wielkim głosem wołać: Jest tu kto, przebóg cie proszę, ozwi mi się! Dopiero sie straż nauczona odezwała, mówiąc: Awom ja sam z drugimi, a czego chcesz? Rzecze zasię Skotnicki: A ty ktoś, miły bracie? Odpowie mu: Straż nad tobą, abyś sie nie wyłmał. Zaś Skotnicki powie: A prze cie Pana Boga proszę, któż mnie to i prze którą przyczynę w te żelaza wsadził? Odpowie straż: A wierę nie wiesz? dowiesz sie, gdy cie we dnie na plac wywiodą. Tu Skotnicki: Czas Panny Maryej - i, pomilczawszy trochę, rzecze zaś: Ale, mój najmilszy bracie, prze cie Boskie miłosierdzie proszę,wdy mi powiedz, com uczynił,bo ja, na Bog ci to żywy przysięgam, nie wiem, ani pomnię, abym co namniej przeciwko komu wystąpił. Straż zasię tak powiedziała: Aza nie pomnisz,żeś poczciwą dzieweczkę zgwałcił i ojcaś jej, gdyć jej wziąć bronił, zabił? Skotnicki dopiero krzyknie: A niestetyż narodziwszy sie mnie na ten świat! a bezecne pijaństwo, do czegożeś ty mnie przywiodło, iż oto marnie a sromotnie garło dać muszę? Czemużeś ty mnie radniej, miły Panie, w onych potrzebach, gdziem bywał, zginąć nie dał, iżbych był nigdy na katowskie ręce nie przychodził. Ha, Pukarzewski przyjacielu, przesiędzieć mi twego wina! aby cię było pirwej w sztuki zsiekano, niżem ja do twej gospody iść pomyślił! Ach, nędzni moi przyjaciele, to teraz ze mnie weźmiecie cześć; dlategoście mnie jednak byli do dworu wyprawili, abych was tą zmazą i wieczną sromota pocieszył. Owa tego  lamentu było z pół godziny, nakoniec  jął pytać straży: A moi mili braciszkowie,wiele was tu mnie strzeże? Odpowiedział mu iny już z onej straży, a nie ten, co pirwej: Sześć nas tu - prawi. A Skotnicki zaś: Kiedyby jeden z was chciasł uczynić to miłosierdzie nade mną, a iść po którego mego sługę. Odpowiedziano mu: A co mnimasz, aby ci wolni byli; w takowemżęć więzieniu sa, jako i ty. A SKotnicki znowu: A nieszczęsny ja człowiek, czegożem ja to doczekał! Takzę po długim siebie przekinaniu uprosił jednego z nich, iż szedł, gdy dnieć poczęło, po pana Kaspra Maciejowskiego, ktory o wszytkim wiedział i był pogotowiu; a ten dopiero, kiedy przyszedł z drugimi towarzyszami, poprsawił tak dobrze, iż nieborak Skotnicki ledwe nie umarł od strachu. Aż wdy nakoniec zlitowali sie nad nim,a wrzeczy to do tego to do wego pana śląc o przyczynę, przywiedli rzecz k temu, iż na ślubie z więzienia wyszedł, a przjednywać miał stronę, na oczy królewskie - aż - przjednawszy - nie przychodząc; a jeśliby strona jednać nie chciałą, tedy do takowegoż zaś więzienia wrócić sie miał. W tym, gdy za łaskawe staranie [panu Maciejowskiemu dziękować począł, strzymać dalej śmiechu druzy nie mogli; rzecz sie wszytka odkryła. Skotnicki mimo strach, którym go dobrze było nakarmiono, jeszcze sie długo wstydzić musiał, gdy to ten, to ów łańcuch a pęta wspominał. Więc iż go tym często drażniono, często też i on o tym  myślił, jakoby ten żart Pukiarzowskiemu oddał" - cyt. za Ł. Górnicki, Dworzanin polski, opraqcował S. Pollak, BN I, nr 109, s. 222 - 225.

Nb. Skotnickiemu udało sie po roku zwabić podpitego Pukarzewskiego do siebie i też odpowiednio odpłacić za uczyniony żart.

Zmieniony ( 24.05.2010. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »